1. Idea. Pewnego upalnego lata… 2009

Solemaran powstał, bo taką mieliśmy fantazję. Joanna Krawczyk i Daniel Bednarski. Nie chcę, by zabrzmiało to zarozumiale, celowo używam słowa „fantazja” – bo był to szalony, nowy pomysł, który z zapałem, z wielką ekscytacją i lekkimi obawami, postanowiliśmy zrealizować.

Pewnego gorącego, letniego dnia leżeliśmy nad stawem w warszawskim parku i nagle jedno z nas zobaczyło go w wyobraźni, z „ogólnymi szczegółami”. To było tak proste, banalnie oczywiste. Wtedy nazwaliśmy naszą łódź roboczo „tratwą” i jako „tratwa” funkcjonowała w rozmowach i na projektach aż do momentu jakiegoś spotkania rodzinnego.
Było to dawno, dawno temu…
W lecie 2009 roku.

Słowo „tratwa” jednak nie brzmi szczególnie atrakcyjnie i nośnie… mało marketingowo. Kojarzy się z czymś topornym, drewnianym, prymitywnym, bez tej delikatności i charmu, który miał charakteryzować nasz produkt – zupełnie nową, nie istniejącą wcześniej, innowacyjną, oryginalną i elegancką jednostkę do odpoczynku na wodzie. Solemaran.

Naszą fantazję udało się urzeczywistnić dzięki wielu osobom, na początku dzięki Rodzinie i Przyjciołom. Od idei do realizacji prototypu mineły 3 lata. Był to czas konsultacji, projektów, rozmów w zaufanym gronie, czas zastrzegania wzorów, szukania wykonawców i finansowania. Nie było to łatwe przy braku doświadczenia i kontaktów. Tylko jedno z nas miało styczność z jachtami i to jedynie podczas wakacyjnych żeglarskich rejsów na Mazurach. Drugie potrafiło zwizualizować pomysł, co wyszło fantastycznie i bardzo ułatwiało rozmowy. Był zatem pomysł i projekt, brakowało projektu wykonawczego… brakowało prawie wszystkiego: wiedzy, jak się robi i wprowadza na rynek nową łódź?? pieniędzy, wykonawcy… Wiedzieliśmy jedynie, że pomysł ten bezwzględnie należy zachować w tajemnicy, zanim będzie zastrzeżony oraz to, że tworzymy nową jakość, która się przyjmie.

Prototyp i pierwszą jednostkę zbudowaliśmy w Pucku w 2012 roku. Od razu pojechała do klienta, który zdecydował się na wynajęcie jej u siebie w hotelu na podstawie pokazanej wcześniej wizualizacji i szczegółowego opisu. To były nasze pierwsze zarobione pieniądze. Zarobione oczywiście nie oznaczało, że byliśmy jakkolwiek na plusie.
To jeszcze długo nie miało mieć miejsca.
 
Czyli rok 2012 – wprowadzenie pierwszej jednostki na rynek i założenie działalności gospodarczej Huba Projects.
Ogromna radość, dużo stresu, pracy, znowu radość, niepokój i tak cały czas w kółko. 
Ale udało się. Teraz trzeba było „tylko” zacząć produkty sprzedawać.
W sprzedaży oczywiście również nie mieliśmy doświadczenia. Jedno graficzka, drugie architekt, specyfika naszej pracy była zupełnie inna. „To się będzie sprzedawało, jak świeże bułeczki” słyszeliśmy od wielu osób. Jednak nie były to świeże bułeczki. Nie był to produkt niezbędny do życia, a w dodatku drogi. Czyli luksusowy. No i nieznany. Niezbadany (nie licząc badań PRS). Teraz nie pytaliśmy się siebie, komu my możemy zaufać, ale – kto zaufa nam?