3. Prototyp

Zanim prototyp to… projekty, projekty, projekty. Potem coraz większy apetyt, projekt wykonawczy, uwagi, pytania, wątpliwości, już jest poważnie, poważniej, bo zaraz
musimy się decydować. A jeśli to nie wyjdzie? Tyle energii i pieniędzy w błoto…. ale nie, wygląda naprawdę fajnie, widzimy wszystkie szczegóły, widzimy siebie na tym, widzimy innych… jest dobrze! Robimy!

Wyruszyliśmy do Pucka poznać naszych wykonawców. To firma Sebastiana Kulinga, który – nawiasem mówiąc – remontował ze swoją ekipą legendarny statek szkoleniowy Generał Zaruski. Z Warszawy do Pucka mieliśmy minimum 400 km. Ale nic to. Zaczynamy! Od podpisania umowy minęło kilka miesięcy i mieliśmy już formy i piękną pierwszą jednostkę. Ponieważ Sebastian był szkutnikiem, specjalistą od drewnianych łodzi, zrobił nam stylową, elagancką drewnianą listwę odbojową. Potem jednak uznaliśmy, że to zbyt podwyższa koszty i jest to trudny, zbyt wyrafinowany element. Nasz pierwszy Solemaran Siesta powstał w 2012 roku.

Wcześniej, w 2009 zastrzegliśmy pierwsze wzory przemysłowe i od tego momentu zaczęliśmy działać w poszukiwaniu wykonawcy oraz funduszy, nie biorąc kredytu, nie dostając dotacji i nie mając większych oszczędności. Pomagała rodzina i przyjaciele i było ekscytująco! Szło dość wolno, jako że nie wiedzieliśmy do końca, jak zacząć i do kogo się zwrócić, by projekt pozostał w tajemnicy. Nie chcieliśmy, by ktoś, wykorzystując naszą sytuację, przywłaszczył sobie nasz pomysł, choć i tak nie dało się tego uniknąć… To jednak późniejsza historia. Musieliśmy wtedy działać bardzo ostrożnie. Jeden miły pan, z którym spotkałam się porozmawiać, był skłonny z nami współpracować, owszem, nawet chętnie, by nasz projekt koncepcyjny (który był tylko opisany), zamienić w wykonawczy, ale mimochodem zastrzegł, że prawa autorskie mają być jego… Spotkanie szybko się skończyło.

W końcu pomógł nam tata kolegi, żeglarz, osoba obeznana z budową jachtów. Polecił nam znajomego, który wykonał projekt wykonawczy i wraz z firmą, w której pracował, wspomnianej już na wstępie, wykonali… coś pięknego!

Solemaran Siesta wyglądał, jak cukiereczek. To było pierwsze skojarzenie – taka mała, słodka, śliczna rzecz, czysta, pachnąca nowością i olejem do drewna, wypieszczona, wygładzona, wypolerowana, błyszcząca, lśniąca pięknym odcieniem bieli. Wyglądał jak z porcelany. Ochrzciliśmy naszą łódź, jak należy, czyli butelką wina musującego (choć bez rozbijania jej o pokład) razem ze wszystkimi. Nadszedł czas na wypróbowanie. Bo cóż z tego, że śliczna, jeśli nie będzie się nadawać do pływania. Uff, jednak się nadawała. Niby wiedzieliśmy, że jesteśmy w dobrych rękach, ale mogło być przecież różnie…
Jaka to była ulga i radość! Płynęła pięknie po Zatoce Puckiej, pogoda była słoneczna, choć trochę wiało, bo tam wieje zawsze.
Był to wspaniały, szczęśliwy dzień 30.06.2012.