Kolory

Nie jest tajemnicą, że kolory, podobnie jak sam dizajn, wpływają na nasze samopoczucie, odbieranie rzeczywistości, na nasze nastroje i humory. Mogą wzbudzać w nas emocje, ale też opisują nas samych,
mówią o naszym charakterze albo o tym, co chcemy przekazać. Czy zastanawialiście się, jaki kolor wybralibyście
na swoją tapicerkę, gdybyście uwolnili się od myślenia o względach “praktycznych”? Jaka barwa pasowałaby
do Ciebie lub Twojego miejsca?

Słowo “praktyczne” dajemy w cudzysłowie, ponieważ często je słyszymy przy wyborze tkaniny. Klienci boją się,
że jasne, a już na pewno białe materace będą koszmarem w utrzymaniu. Oczywiście, biały, to nie szary i pewne zabrudzenia widać od razu, ale nie martwcie się – tkaniny które stosujemy, są bardzo łatwe w utrzymaniu. Jasna tapicerka wygląda bardzo elegancko, a użytkownicy Solemaranów z pewnością poczują się wyjątkowo.

Poniżej kilka ciekawostek i faktów o kolorach, jak na nas wpływają, jak się w ich otoczeniu czujemy.

Biały – w rzeczywistości taki kolor ma Słońce. To kolor świeżości i czystości, odbija najwięcej promieni słonecznych z wszystkich barw i nie przyciąga komarów tak, jak kolory ciemne. Wygląda na to, że to kolor optymalne na gorące, letnie dni i wieczory! W naszej kulturze symbolizuje wiedzę i naukę, niezależność,
wolność i pragnienie przestrzeni.

Beżowy – to barwa elegancka, stonowana i uniwersalna. Połączenie bieli i brązu. Biel ma w swojej symbolice wolność i swobodę, a brąz stabilizację i równowagę. 

Niebieski – to jeden z najbardziej lubianych kolorów. Działa uspokajająco, spowalnia rytm serca,
obniża ciśnienie krwi i łagodzi stany depresyjne. To kolor ludzi twórczych i inteligentnych, mających dużą wyobraźnię. Kojarzy się z profesjonalizmem i jest to najczęściej używany kolor w identyfikacjach wizualnych,
budzi zaufanie. Niebieski to symbol wolności, lojalności, wierności, harmonii i autorytetu.

Granatowy – granatowy wsysyła komunikat: odpowiedzialny i stabilny. To kolor bardzo poważny,
barwa zasad i porządku. Połączenie niebieskiego i czarnego – kolorów zaufania i ponadczasowości.

Czerwony – to pierwszy kolor, który widzą dzieci. Najbardziej dynamiczny, agresywny i erotyczny.
Kolor pierwotny, który pobudza do działania i zwraca uwagę. Barwa ciepła, krwi, życia i śmierci. Kolor ostrzegawczy i dodający energii. Obok czerwieni nigdy nie przejdziesz obojętnie, w jakiejkolwiek postaci
by nie była, zawsze zauważysz.

Zielony – kolor natury, spokoju i harmonii. W zieleni odpoczywamy. Jest wyciszający, przyjazny
i pomaga nam się odprężyć. Jasne, delikatne odcienie kojarzą się ze świeżości, czystością i delikatnością,
ciemne zbliżają nas do pierwotnego lasu.

Żółty – bardzo często występuje w przyrodzie. To kolor ciepły, zachęcający do kontaktu międzyludzkiego
i rozmowy. Żółty jest przyjazny, kojarzy się ze Słońcem i złotem, pobudza do aktywności. Jest kolorem osób pewnych siebie. Poprawia nastrój oraz poczucie własnej wartości. Oprócz tego stymuluje pracę mózgu
i poprawia zdolność zapamiętywania.

Szary – jest neutralny, spokojny i zrównoważony. Nie niesie ze sobą emocji, sprawia, że pozostajemy mało widoczni. To barwa elegancka, profesjonalna i nieco smutna. Potrafi jednak pięknie podkreślić inną barwę
i być doskonałym tłem i uzupełnieniem. Niesie także komnunikat o ponadczasowości
i dobrym smaku.

Czarny – to barwa równie silnie budząca emocje, jak czerwień. Niezmiennie kojarzy się z żałobą,
ale też elegancją, ponadczasowością i dojrzałością. Połączenie czerni i bieli jest najbardziej charakterystyczną kompozycją barw. Czerni należy używać z umiarem i wyczuciem.
Zależnie od tego, jak to zrobimy, taki osiągniemy efekt – wyrafinowany, depresyjny czy tajemniczy.

6. [kronika] 2015 – pierwszy klient hotelowy

W poście „2014” wspominałam o targach sportów wodnych w Olsztynie. Jaka szkoda, że były tylko dwie edycje – pierwsza w 2015 i kolejna rok później. Odbywały się na początku czerwca. Jak na targi, termin dość późny, ale jest to dobry moment, jeśli liczymy na klientów indywidualnych i mamy produkty przygotowane do natychmiastowej sprzedaży. Dla większych, drogich jednostek pewnie to mniej atrakcyjny czas, ale dla małych i mniejszych, jak nasza – na pewno wart rozważenia. Dla nas była to dobra decyzja. 

Targi zlokalizowane były na jeziorze Krzywym (Ukiel) przy pięknej, nowoczesnej i świeżo oddanej do użytku promenadzie, letnim centrum zabawy, leniwego i aktywnego odpoczynku olsztynian. Pora sprzyjająca kontaktom międzyludzkim, jeszcze nie wakacje, a dni już bardzo ciepłe i długie, jezioro i możliwość wypróbowania jednostek
na miejscu. Do tego doskonała infrastruktura, dobry dojazd , parking pod samym miejscem wystawienniczym – co nie wyszło?

Czerwiec był gorącym miesiącem nie tylko pod względem pogodowym – wówczas pojawił się nasz pierwszy klient hotelowy – luksusowy spa Hotel Herbarium w Chomiąży Szlacheckiej. Pierwsza rozmowa telefoniczna z ówczesną panią dyrektor Marzeną Mielczarek trwała prawie dwie godziny – czas tego telefonu wydaje mi się teraz nierealny. O czym dokładnie rozmawiałyśmy tyle czasu, już nie pamiętam, za to pamiętam napięcie, jakie mi towarzyszyło i fakt, że sprzedałam 3 Solemarany Siesta. W jakiej cenie, zapytacie? Promocyjnej 🙂
Owe trzy jednostki pływają po dziś dzień i mają się bardzo dobrze, z tego, co widzę czasem na Instagramie i co wiem od obecnej pani manager, przemiłej Emilli Błażejczak.
Hotelarzu – jeśli to czytasz, pomyśl o swoich gościach 😉

Ten rok to również rozpoczęcie współpracy dealerskiej, która zapowiadała się bardzo dobrze. Dwie osoby
jako firma dystrybucyjna, która kupuje od nas, a my zajmujemy się tym, co umiemy lepiej i co wolimy robić – projektowaniem i produkcją. Układ idealny, który niestety z czasem za bardzo się zaczął rozmywać. Skończyło się więc wielkim rozpadem, także wewnętrznym między nimi. Moglibyśmy pięknie rozwijać razem ideę i rynek Solemaranów, gdyby chciwość i zbytnia ambicja nie przysłoniły kompetencji osób odpowiedzialnych za zagraniczną sprzedaż.
Cóż, szkoda.
Otrzepaliśmy się i poszliśmy dalej.
Na razie jednak w tym i przyszłym roku mieliśmy partnera biznesowego, który bardzo się angażował i z którym po prostu fajnie się, choć do czasu – pracowało. 

W 2015 zawieźliśmy Siesty na Mazury, Warmię, Małopolskę i Kaszuby.

Warszawski Salon Jachtowy 2021

Pierwszy post na świeżo, bo dotyczący ostatnich dni, a nie historycznych zdarzeń i początków firmy. Chodzi o Warszawski Salon Jachtowy 2021, który odbył się w dniach 05-07 listopada w Nadarzynie. Pierwsze targi jachtowe po przerwie covidowej, 3 lockdownach (możliwe, że przed czwartym!), czyli od marca 2020.  Wówczas odwołano dosłownie w ostatniej chwili, czyli dzień przed rozpoczęciem imprezy – legendarne targi Wiatr i Woda. Wielu, tak jak my, straciło pieniądze, wielu, na nasze szczęście nie my – zaczęło już w halach montaż stoisk…
I tutaj, w tę zwolnioną po WiW przestrzeń (ogłosili bankructwo), łagodnie wpłynął Ptak Warsaw Expo Warszawski Salon Jachtowy ze swoimi ogromnymi halami, miejscami parkingowymi i dobrym dojazdem. Po dość długiej, jak na nas, przerwie w uczestnictwie w targach, pojawiliśmy się z Solemaranem Coco. Towarzyszył nam kolega w biznesie, produkujący bardzo popularne houseboaty – Calipso Yachts. Stoisko spektakularne nie było, jednak odwiedzających je gości nie brakowało. Byli i ci, co Solemaran już znali z sieci i ci, dla których była to niespodzianka. Tacy, którzy szukali nowej atrakcji dla swoich ośrodków wypoczynkowych i pary, które wyobrażały sobie siebie „popijających drineczki” przy pomoście swojego domu. 

I jedni i drudzy mają rację 🙂 i dobre wyobrażenie o Coco. Wynajmującym wydatek bardzo szybko się zwróci, a ich goście będą zadowoleni. Osoby prywatne natomiast będą miały swoją wygodną sofę przy pomoście na wieczór i prywatną wyspę za dnia. Zdjęć mało, ale świadectwo jest 🙂

PS. Targi ogólnie bardzo udane, nie tylko dla nas osobiście, ale i frekwencyjnie i organizacyjnie. 

5. [kronika] Rok 2014

Drugie imię roku 2014 to Przyspieszenie. Wiele się działo, wiele pracowało, w wielu miejscach bywało. Na początku roku, w marcu, podpisaliśmy umowę o współpracy z człowiekiem wizjonerem, wesołym, otwartym i ciekawym ludzi i nowości – Jackiem Twardowskim, a dokładnie ze spółką Kristensen Group. Zdecydował się na kooperację, ponieważ, jak wspomniał w wywiadzie, którego nam potem udzielił i co zresztą często powtarzał, bardzo lubi rzeczy ładne i uznał, że wizja solemaranowego odpoczynku idealnie pasuje do ich koncepcji, do jeziora Kalwa i komfortu domów, które oferują. Istotnie – mariaż bardzo udany. Przy zakupie domu w Osadzie Zamkowej klient miał otrzymać Solemaran w prezencie. Osiedle znajduje się w Pasymiu, najstarszym mieście Mazur. I to był właśnie nasz pierwszy serio klient, który postawił na młodych ludzi i ich specyficzny produkt. To było coś! Zarobku na tym wiele nie było, ale za to mieliśmy co wsadzić do portfolio 😉
Idea chwyciła!

Z Kristensen Group i Osadą Zamkową wystawiliśmy się w kwietniu na nieistniejących już, największych wówczas targach sportów wodnych Wiatr i Woda w Warszawie, na Stadionie Narodowym. Było 8 stopni, ogrzewanie nie działało albo nie istniało, wszyscy mieli czerwone nosy i katar i nie było mowy o dostojniejszym wyglądzie. Wszyscy wkoło narzekali – i wystawcy, i goście. Ogrzała nas jednak jedna rzecz. Nagroda! Jedna z trzech nagród za Najlepszy Produkt 26 edycji targów w kategorii „Małe jednostki pływające”. Coś takiego! No i odwiedzjaących nasze stoisko była masa.
W magazynie „Żagle” pisano o Solemaranie Siesta wówczas tak:
„Jedną z bardziej interesujących propozycji spędzania wolnego czasu na wodzie okazał się elektryczny katamaran Siesta Solemaran. Kostrukcja doskonale przemyślana i efektowna. Solemaran jako mały składany katamaran zrobił prawdziwą furorę wśród zwiedzających ostatnie Targi „Wiatr i Woda” w Warszawie. Piękna i dobrze wykonana jednostka, służąca wygodnej rekreacji, została bardzo ciekawie zaprojektowana pod kątem ergonomii.”
Serce rosło. Nasz produkt budził zainteresowanie i zawsze, ale to zawsze – uśmiech. Dlaczego? Każdemu chyba kojarzył się z przyjemnościami, ze spokojnym snem na przykład. Solemaran Siesta to dwuosobowe łóżko wodne, 140×200 cm z bardzo wygodnym, twardym materacem. Miło tak wpłynąć sobie w jakieś zaciszne szuwary, prawda? Tak chyba ludzie myśleli, podchodząc do nas i zagadując, a czasem nawet produkt zamawiając!

W czerwcu wzięliśmy udział w Wędkarskich Zawodach Aktorów w Łańsku, gdzie użyczyliśmy Solemaran w wersji Fishing. Załoga naszej łodzi była jedną z najlepszych, co pewnie oznaczało, że dobrze się czuli na pokładzie i mogli poświęcić się swojej pasji… Nie wiedzieliśmy wówczas, że nasza jednostka jest obserwowana przez przejeżdżającego rowerem przez las człowieka, który zobaczył ją wtedy pierwszy raz i za kilka miesięcy, w 2015 roku na targach w Olsztynie, podszedł i opowiadając nam krótko tę historię, zamówił Siestę (z krzesłem wędkarskim myśląc o swoim tacie i materacami, myśląc o żonie i mamie).
Wszystko to wówczas było bardzo ekscytujące.

Następnie zrobiliśmy film, profesjonalny, choć „szyty” – z aktorami, reżyserem, dronem, który w tym czasie był jeszcze nowością, ładnym Volvo z Domu Volvo. Szyty, czyli niskobudżetowy, częściowo korzystając ze wspaniałej pomocy znajomych. Wyszedł bardzo przyjemny, pokazujący ideę Siesty i urok okolic Pasymia.

Przygotowując to video miałam szansę poznać pracę producenta oraz kierownika produkcji w jednym, tempo i ilość rzeczy do zrobienia jednocześnie. W tym samym czasie, mniej więcej, robiły się inne zdjęcia Siesty – na jeziorze Como we Włoszech, przez naszego polsko-włoskiego dealera. Było miło, mieliśmy jakieś nadzieje, Siesta była na targach w Genui, stała w pięknej przystani, ale summa summarum nic z tego nie wyszło.

Potem kolejny wyjazd solemaranowy, na urodziny magazynu o Warmii i Mazurach Made In do Olsztyna, kolejne zdjęcia nad Zegrzem. To wszystko było cudowne, ale przy ciągłym braku pieniędzy, trudne i męczące. Osładzały nam życie nagrody – kolejne wyróżnienia: MUST HAVE i Dobry Wzór. MUST HAVE to konkurs i wystawa na najlepiej zaprojektowane i rozsądne cenowo produkty, organizowany w Łodzi, a Dobry Wzór to konkurs wzorniczy Instytutu Wzornictwa Przemysłowego w Warszawie. Tam kolejna wystawa, co oznaczało: zawieźć produkt, rozłożyć, wyczyścić, złożyć, zabrać. Byliśmy jednak z tego bardzo dumni,
nasz produkt znalazł się wśród innych pięknych, mądrze zaprojektowanych rzeczy ułatwiających lub umilających ludziom życie i prezentował się tam naprawdę dobrze. Opinia eksperta brzmiała tak:
Bardzo dobrze zaprojektowany, nowoczesny katamaran. Wyróżnia się elegancką formą pływaków i lekką konstrukcją zadaszenia, ma dobrze dobraną kolorystykę, nawiązującą do luksusowych jachtów: biel, uzupełniana kolorem naturalnego drewna i stonowanymi odcieniami tapicerki. Dużą wartością jest komfort użytkowania (zadbano m.in. o półki i miejsca do przechowywania rzeczy), prosta obsługa i łatwe składanie.”

Mieliśmy oczywiście propozycje wejścia w biznes inwestorów, ale konsekwentnie się na to nie decydowaliśmy. Wybieraliśmy trudniejszą drogę, za to zachowując niezależność.

Poniżej krótki wywiad dla magazynu F5 – o co nas pytali, kiedy zobaczyli rynkową nowość – zapraszam 🙂

Co to za biznes?

Solemarany Siesta to proste produkty do odpoczynku na wodzie. Ideą jest spokojny relaks w otoczeniu natury i jej dźwięków, odseparowanie się od gwarnej plaży i przypadkowych ludzi, a wszystko to w komfortowych warunkach. Jednostka pozwala na spędzenie kilku godzin (lub dni) na wodzie dzięki wielu udogodnieniom, takim jak pojemne bakisty na rzeczy, półki, czy bakistę izotermiczną, gdzie podczas upału można schować napoje i jedzenie. Solemaran jest napędzany silnikiem elektrycznym (w opcji baterie solarne), dzięki czemu hałas nie przeszkadza ani korzystającym z solemaranu, ani zwierzętom i innym użytkownikom akwenu. Z kolei od nadmiernego słońca chroni składany daszek – bimini. Solemarany są składane i lekkie, dzięki czemu transport jest łatwy, a solemaran można przewozić nawet na dachu samochodu osobowego z użyciem uchwytów do kajaków. Możliwe jest też “postawienie” na nim namiotu, gdzie podłożem jest pokład. Do środka wkłada się wówczas materace, a linki zamiast do śledzi – zawiązuje się na knagach. Takie rozwiązanie pozwala przemieszczać się i zwiedzać różne miejsca w spokojnym tempie. 

Skąd pomysł? Co Was zainspirowało?

Pomysł narodził się właśnie na tłocznej plaży. Uznaliśmy, że pięknie byłoby być poza gwarem, móc się wygodnie położyć, poczytać, mieć pod ręką wszystko, co nam potrzebne, a jednocześnie czuć się bezpiecznie. Od takiej chęci do pomysłu droga była krótka – praktycznie od razu wiedzieliśmy, jak ma to wyglądać. Oczywiście duży wpływ na pomysł miało nasze żeglowanie.

Do kogo chcecie trafiać?

Do osób ceniących komfort życia, potrafiących korzystać z niego z radością i swobodą. Takich, które docenią prostotę i elegancję produktu, łatwość użytkowania i przechowywania. Nazwa Siesta nawiązuje do luzu i beztroski krajów śródziemnomorskich, które tak lubimy. 

Co jest w tym innowacyjnego?

Innowacyjną jest forma spędzania czasu na wodzie, stworzenie “mobilnej plaży”. Bliskość wody, do której można wskoczyć i łatwo z niej wyjść, możliwość podnoszenia i opuszczania oparć, jak na wygodnym leżaku (to samo z daszkiem), a także możliwość postawienia namiotu, przydatna też dla wędkarzy podczas nocnego łowienia. Nowością jest mnogość zastosowań tej jednej platformy, która może służyć zarówno mieszkańcom domów nad jeziorami, jak i gościom hoteli nad wodą jako oryginalna rozrywka, wędkarzom i turystom odwiedzającym piękne, mniej znane miejsca nad jeziorami ze strefą ciszy. 

Jak przebiegała realizacja?

Początkowo nie było nam łatwo, ponieważ oboje jesteśmy z innych branż. Wsparło nas jednak wielu ludzi, którzy zauważyli potencjał w tym pomyśle, dopingowali nas i dzięki którym poznaliśmy osoby, które były nam w stanie pomóc fachowo. Działaliśmy sukcesywnie, od pomysłu i zastrzeżenia projektu aż do samego produktu i jego certyfikacji. Po drodze było wiele przeszkód, ale udało nam się je pokonywać, z ogromną pomocą rodziny, przyjaciół, życzliwych osób, za co im serdecznie dziękujemy. Obecnie mamy trochę więcej doświadczenia, a co za tym idzie – więcej śmiałości.

Jak widzicie swój biznes za 5 lat?

Ciągły rozwój. Skoro tyle już zrobiliśmy, możemy zrobić jeszcze więcej. Nowe warianty, zwiększenie produkcji. Zaprojektowanie nowych produktów, usług, poszerzenie oferty. 

Jak się promujecie?

To zależy od pory roku. W okresie jesienno-zimowym najistotniejszą formą promocji jest dla nas Internet, w tym Facebook i informacje przesyłane naszej grupie docelowej drogą mailową. Są to także targi – ostatnio w Berlinie w listopadzie ubiegłego roku, gdzie produkt został przyjęty bardzo ciepło. Zostaliśmy także zaproszeni do wystawienia naszego produktu w salonie dóbr luksusowych dbających o środowisko – 1.618 Sustainable Luxury w Paryżu, jako pierwsza firma z Polski, czym poczuliśmy się bardzo zaszczyceni. Na początku sezonu formą promocji są także targi na świeżym powietrzu, jak również promocja bezpośrednia, czyli kooperacja z hotelami, które wypożyczały gościom nasz produkt. Planujemy to także w roku 2014. Promocji nigdy za wiele, poszukujemy ciągle nowych, niestandardowych rozwiązań, które pasowałyby do stylu Solemaranu Siesty i jego użytkownika. Korzystamy też oczywiście ze sprawdzonych form reklamy. Jak tylko zrobi się ciepło, zaczynamy produkcję filmu promocyjnego i tematyczne sesje zdjęciowe. Im więcej nowych miejsc i ludzi, tym więcej pomysłów. O nowościach informujemy na bieżąco na stronie
www.solemaran.pl oraz na fanpage’ach: www.facebook.com/siestasolemaran, na fanpage’u niemieckojęzycznym www. facebook.com/solemaran.de i www.facebook.com/solemaran.com po angielsku.

4. [kronika] Rok 2013

Powiedzieć, że rok 2013 był intensywny, to mało powiedzieć. Zwłaszcza druga połowa była mocno angażująca i męcząca. Braliśmy udział w dwóch targach w Ostródzie i jednych w Berlinie (które mimo poważnego zainteresowania wielu osób nie zakończyły się żadną transakcją), podpisaliśmy umowę współpracy z dużą firmą produkującą swoje jachty, żywo zainteresowaną naszym innowacyjnym produktem, Mazury Sp. z o.o  (i była to jedyna korzyść pierwszych, bardzo skromnych targów ARBOS w Ostródzie), zrobiliśmy z przyjaciółmi 2 sesje zdjęciowe nad Zalewem Zegrzyńskim, spędziliśmy tygodniowe wakacje na Solemaranie Siesta na Mazurach, budząc spore zaciekawienie i zrobiliśmy moje 30 urodziny nad Wisłą, oczywiście ze Siestą. To był pierwszy raz na rzece, znajomi poznali wtedy w końcu sam produkt i mogli go wypróbować. Nie było źle, ale Solemaran to jednak produkt na jeziora i zatoki. Chodzi w końcu o to, by się wyluzować i móc podryfować, a nie manewrować cały czas silnikiem czytając rzekę, czy nie ma łach, wirów lub innych przeszkód.

Podczas „mazurskiego tygodnia solemaranowego” odwiedziliśmy jeziora: Czos, Łaśmiady, Boczne i Niegocin, który wtedy poznałam najlepiej i byłam zachwycona mimo przecież co roku pływania po nim jachtem żaglowym. Na koniec zostawiliśmy Siestę w hotelu Jabłoń pod Piszem, by nie marnowała się w garażu i mogła być na widoku. Wcześniej w Jabłoni spędziliśmy 3 dni wypożyczając Solemaran gościom hotelu, zbierając pozytywne (uff!) komentarze, dzieląc się z hotelem zyskiem 50/50 i śpiąc za darmo.

Kiedy nie spaliśmy w łóżkach, spaliśmy w portach na naszej maleńkiej łodzi na bardzo wygodnych materacach w dwuosobowym namiocie, który rozmiarem pasował idealnie i wyglądało to naprawdę słodko.
Tak to cygańsko i romantycznie było. 

Był to czas wielkiej przygody i radosci, ale i wielkiego zmęczenia, które dawało się przeżyć dzięki naszej ekscytacji, zainteresowaniu ludzi i wsparciu bliskich. Wszędzie woziliśmy naszą łódź sami, starym kombi Renault Laguna i wypożyczonymi przyczepami. W firmie, z którą podpisaliśmy umowę współpracy, od jednego z założycieli usłyszeliśmy: „Jakbym widział w Was mnie samego przed laty – też tak jeździłem z przyczepą.” Było to budujące, nie powiem, że nie.

Był to rok wyłącznie wydawania pieniędzy, jeśli by patrzeć biznesowo.
Lepiej brzmi na pewno – inwestowania.

3. [kronika] Prototyp

Zanim prototyp to… projekty, projekty, projekty. Potem coraz większy apetyt, projekt wykonawczy, uwagi, pytania, wątpliwości, już jest poważnie, poważniej, bo zaraz
musimy się decydować. A jeśli to nie wyjdzie? Tyle energii i pieniędzy w błoto…. ale nie, wygląda naprawdę fajnie, widzimy wszystkie szczegóły, widzimy siebie na tym, widzimy innych… jest dobrze! Robimy!

Wyruszyliśmy do Pucka poznać naszych wykonawców. To firma Sebastiana Kulinga, który remontował ze swoją ekipą legendarny statek szkoleniowy Generał Zaruski. Z Warszawy do Pucka mieliśmy minimum 400 km. Ale nic to. Zaczynamy! Od podpisania umowy minęło kilka miesięcy i mieliśmy już formy i piękną pierwszą jednostkę. Ponieważ Sebastian był szkutnikiem, specjalistą od drewnianych łodzi, zrobił nam stylową, elagancką drewnianą listwę odbojową. Potem jednak uznaliśmy, że to zbyt podwyższa koszty i jest to trudny, zbyt wyrafinowany element. Nasz pierwszy Solemaran Siesta powstał w 2012 roku.

Wcześniej, w 2009 zastrzegliśmy pierwsze wzory przemysłowe i od tego momentu zaczęliśmy działać w poszukiwaniu wykonawcy oraz funduszy, nie biorąc kredytu, nie dostając dotacji i nie mając większych oszczędności. Pomagała rodzina i przyjaciele i było ekscytująco! Szło dość wolno, jako że nie wiedzieliśmy do końca, jak zacząć i do kogo się zwrócić, by projekt pozostał w tajemnicy. Nie chcieliśmy, by ktoś, wykorzystując naszą sytuację, przywłaszczył sobie nasz pomysł, choć i tak nie dało się tego uniknąć… To jednak późniejsza historia. Musieliśmy wtedy działać bardzo ostrożnie. Jeden miły pan, z którym spotkałam się porozmawiać, był skłonny z nami współpracować, owszem, nawet chętnie, by nasz projekt koncepcyjny (który był tylko opisany), zamienić w wykonawczy, ale mimochodem zastrzegł, że prawa autorskie mają być jego… Spotkanie szybko się skończyło.

W końcu pomógł nam tata kolegi, żeglarz, osoba obeznana z budową jachtów. Polecił nam znajomego, który wykonał projekt wykonawczy i wraz z firmą, w której pracował, wspomnianej już na wstępie, wykonali… coś pięknego!

Solemaran Siesta wyglądał, jak cukiereczek. To było pierwsze skojarzenie – taka mała, słodka, śliczna rzecz, czysta, pachnąca nowością i olejem do drewna, wypieszczona, wygładzona, wypolerowana, błyszcząca, lśniąca pięknym odcieniem bieli. Wyglądał jak z porcelany. Ochrzciliśmy naszą łódź, jak należy, czyli butelką wina musującego (choć bez rozbijania jej o pokład) razem ze wszystkimi. Nadszedł czas na wypróbowanie. Bo cóż z tego, że śliczna, jeśli nie będzie się nadawać do pływania. Uff, jednak się nadawała. Niby wiedzieliśmy, że jesteśmy w dobrych rękach, ale mogło być przecież różnie…
Jaka to była ulga i radość! Płynęła pięknie po Zatoce Puckiej, pogoda była słoneczna, choć trochę wiało, bo tam wieje zawsze.
Był to wspaniały, szczęśliwy dzień 30.06.2012.

2. [kronika] Pierwszy klient 2014

Mimo, że nasz pierwszy klient nie kupił produktu, który wypożyczył na próbę, myślimy o nim bardzo ciepło – on pierwszy zaufał młodym – że muszę użyć zbyt szumnej tutaj nazwy – „producentom”, wynajmując za pieniądze ich innowacyjny, nikomu nie znany wyrób. Nie starał się wykorzystać faktu (co sięzdarzało), że jesteśmy niedoświadczeni i potrzebujemy promocji – zapłacił nam za naszą pracę.

Naprawdę pierwszym klientem, który w marcu 2014 podpisał z nami poważną umowę, był Jacek Twardowski z Kristensen Group. Człowiek wizjoner, pasjonat rzeczy ciekawych i ładnych, twórca osad wypoczynkowych. Miał dodawać gratis Solemaran Siesta do każdego domu sprzedawanego w Osadzie Zamkowej w Pasymiu (najstarszym mieście Mazur). Jak się umówiliśmy, tak zrobiliśmy. Zarobione pieniądze oczywiście kokosami nie były, w końcu rozmawialiśmy z osobami doświadczonymi w biznesie, ale był to dla nas ogromny krok. Mieliśmy już wtedy umówioną współpracę z jedną z większych firm produkujących jachty na Mazurach – Mazury sp. z o.o. z Ostródy. Byliśmy z tego dumni i spokojnio produkcję – było dobrze i na czas.

„Mazury”, a konkretnie Radek Kołakowski, zobaczył nas na pierwszych targach – pierwszych dla nas, pierwszych w Ostródzie, pierwszych tego rodzaju – w nowej, ogromnej i nowoczesnej hali Expo Arena (obecnie w stanie likwidacji). Były to Targi Przemysłu Jachtowego 2013. Pierwsi zainteresowani, pierwsze rozmowy, kontakty, opinie, pierwszy targowy bankiet, a potem pierwsza produkcja już tam, na Mazurach Zachodnich. Od tego momentu Solemaran jest związany z Mazurami, jako regionem, choć przez pewno potknięcie, czyli współpracę z nieodpowiednią osobą z zewnątrz, wykonawcy się niestety zmieniali. Piszę to już ze spokojnej perspektywy, kiedy od 4 lat są ci sami, dobrzy fachowcy. Ale produkt już nie jest pierwszy.
Od roku 2017 jest drugi – Solemaran Coco.

1. [kronika] Idea. Pewnego upalnego lata… 2009

Solemaran powstał, bo taką mieliśmy fantazję. Joanna Krawczyk i Daniel Bednarski. Nie chcę, by zabrzmiało to zarozumiale, celowo używam słowa „fantazja” – bo był to szalony, nowy pomysł, który z zapałem, z wielką ekscytacją i lekkimi obawami, postanowiliśmy zrealizować.

Pewnego gorącego, letniego dnia leżeliśmy nad stawem w warszawskim parku i nagle jedno z nas zobaczyło go w wyobraźni, z „ogólnymi szczegółami”. To było tak proste, banalnie oczywiste. Wtedy nazwaliśmy naszą łódź roboczo „tratwą” i jako „tratwa” funkcjonowała w rozmowach i na projektach aż do momentu jakiegoś spotkania rodzinnego.
Było to dawno, dawno temu…
W lecie 2009 roku.

Słowo „tratwa” jednak nie brzmi szczególnie atrakcyjnie i nośnie… mało marketingowo. Kojarzy się z czymś topornym, drewnianym, prymitywnym, bez tej delikatności i charmu, który miał charakteryzować nasz produkt – zupełnie nową, nie istniejącą wcześniej, innowacyjną, oryginalną i elegancką jednostkę do odpoczynku na wodzie. Solemaran.

Naszą fantazję udało się urzeczywistnić dzięki wielu osobom, na początku dzięki Rodzinie i Przyjaciołom. Od idei do realizacji prototypu mineły 3 lata. Był to czas konsultacji, projektów, rozmów w zaufanym gronie, czas zastrzegania wzorów, szukania wykonawców i finansowania. Nie było to łatwe przy braku doświadczenia i kontaktów. Tylko jedno z nas miało styczność z jachtami i to jedynie podczas wakacyjnych żeglarskich rejsów na Mazurach. Drugie potrafiło zwizualizować pomysł, co wyszło fantastycznie i bardzo ułatwiało rozmowy. Był zatem pomysł i projekt, brakowało projektu wykonawczego… brakowało prawie wszystkiego: wiedzy, jak się robi i wprowadza na rynek nową łódź?? pieniędzy, wykonawcy… Wiedzieliśmy jedynie, że pomysł ten bezwzględnie należy zachować w tajemnicy, zanim będzie zastrzeżony oraz to, że tworzymy nową jakość, która się przyjmie.

Prototyp i pierwszą jednostkę zbudowaliśmy w Pucku w 2012 roku. Od razu pojechała do klienta, który zdecydował się na wynajęcie jej u siebie w hotelu na podstawie pokazanej wcześniej wizualizacji i szczegółowego opisu. To były nasze pierwsze zarobione pieniądze. Zarobione oczywiście nie oznaczało, że byliśmy jakkolwiek na plusie. To jeszcze długo nie miało mieć miejsca.
 
Czyli rok 2012 – wprowadzenie pierwszej jednostki na rynek i założenie działalności gospodarczej Huba Projects.
Ogromna radość, dużo stresu, pracy, znowu radość, niepokój i tak cały czas w kółko. 
Ale udało się. Teraz trzeba było „tylko” zacząć produkty sprzedawać.
W sprzedaży oczywiście również nie mieliśmy doświadczenia. Jedno graficzka, drugie architekt, specyfika naszej pracy była zupełnie inna. „To się będzie sprzedawało, jak świeże bułeczki” słyszeliśmy od wielu osób. Jednak nie były to świeże bułeczki. Nie był to produkt niezbędny do życia, a w dodatku drogi. Czyli luksusowy. No i nieznany. Niezbadany (nie licząc badań PRS). Teraz nie pytaliśmy się siebie, komu my możemy zaufać, ale – kto zaufa nam?

Sortuj

Kolory

Nie jest tajemnicą, że kolory, podobnie jak sam dizajn, wpływają na nasze samopoczucie, odbieranie rzeczywistości, na nasze nastroje i humory....

6. [kronika] 2015 – pierwszy klient hotelowy

W poście „2014” wspominałam o targach sportów wodnych w Olsztynie. Jaka szkoda, że były tylko dwie edycje – pierwsza...

Warszawski Salon Jachtowy 2021

Pierwszy post na świeżo, bo dotyczący ostatnich dni, a nie historycznych zdarzeń i początków firmy. Chodzi o Warszawski Salon...

5. [kronika] Rok 2014

Drugie imię roku 2014 to Przyspieszenie. Wiele się działo, wiele pracowało, w wielu miejscach bywało. Na początku roku, w...

4. [kronika] Rok 2013

Powiedzieć, że rok 2013 był intensywny, to mało powiedzieć. Zwłaszcza druga połowa była mocno angażująca i męcząca. Braliśmy udział...

3. [kronika] Prototyp

Zanim prototyp to… projekty, projekty, projekty. Potem coraz większy apetyt, projekt wykonawczy, uwagi, pytania, wątpliwości, już jest poważnie, poważniej, bo zaraz...

2. [kronika] Pierwszy klient 2014

Mimo, że nasz pierwszy klient nie kupił produktu, który wypożyczył na próbę, myślimy o nim bardzo ciepło – on pierwszy...

1. [kronika] Idea. Pewnego upalnego lata… 2009

Solemaran powstał, bo taką mieliśmy fantazję. Joanna Krawczyk i Daniel Bednarski. Nie chcę, by zabrzmiało to zarozumiale, celowo używam słowa...